Siedleckie Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera

Sobótkowe spotkanie różnorodności w Kukawkach

Chmury łaziły leniwie przez cały tydzień. Trochę pogrzmiały, trochę z nich popadało, nieraz odchyliły na horyzoncie tęczę. Ogólnie rozmaicie i nieraz nawet pięknie, ale jak na połowę czerwca, u styku wiosny z latem przecież, to aura mogłaby być bardziej łaskawa. Z niepokojem czekałam na ocieplenie. Bo jaki to piknik w deszczu?

Niedziela. Słońce grzeje od samego rana. Im bliżej południa, tym goręcej. Żadnej chmurki. Cóż za pyszna niespodzianka!

Dom Pomocy Społecznej dla Osób z Chorobą Alzheimera położony jest tuż za wsią Kukawki w gminie Przesmyki, i mieści się w budynku po dawnej szkole podstawowej. Wokół spokój, świeże powietrze i zieleń w całej gamie odcieni. Na dziedzińcu ośrodka ludno i kolorowo. Ale również spokojnie. Teren bardzo zadbany. Przy ogrodzeniu stare drzewa, pośrodku działki rozłożysty, jednokondygnacyjny budynek, a wokół niego staranie wypielęgnowana i widać, że dopiero co skoszona trawa. Kilka namiotów, przeciwsłoneczne parasole, stoliki, krzesła, porozkładane koce. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć ludzie. Małe dzieci, młodzież, dorośli, mocno zaawansowani w wieku staruszkowie, osoby z widocznymi oznakami różnych chorób i niepełnosprawności. Pensjonariusze DPS-u i ich najbliżsi, pracownicy ośrodka, wolontariusze, zaproszeni, ale też i przypadkowi goście. Niektórzy z daleka, z zaprzyjaźnionych placówek w Wirowie, Mieni, Siedlec.

Tegoroczny piknik integracyjny w Kukawkach rozpoczął się mszą św. Nie tak, jak zwykle w kościele, ale na świeżym powietrzu, odprawioną przy ołtarzu polowym, w pełnym słońcu. Nie można było nie zauważyć, nie odczuć, że wspólna modlitwa nie tylko pozwoliła zgromadzonym odejść od zgiełku, skupić się i wyciszyć, ale też w pewien nienamacalny sposób ludzi zjednoczyła. Msza to przecież duchowy rytuał, a ta tutaj była zgromadzonym najwyraźniej bardzo potrzebna.

W dalszej części program pikniku przewidywał część oficjalną, czyli między wierszami – można się było spodziewać raczej nudy i… najzwyczajniej się tym spodziewaniem zawieźć. Nie było bufonady, wyfiokowanych fryzur i spodni w kancik. Było za to serdecznie, empatycznie i często łamiącym się głosem. Nikt z widowni nie ziewał, ani się nie nudził. Występujący doskonale wiedzieli, o czym mówią i mówili po prostu szczerze, a słuchacz lubi prawdę.

Wraz z rozpoczęciem części artystycznej, w każdym miejscu dziedzińca nastąpiło gwałtowne ożywienie. Występy rozpoczęli artyści-pensjonariusze. Wiola, w długiej czarnej spódnicy ozdobionej ręcznie wykonanymi kwiatami, wyśpiewała „Kolorowe jarmarki”, kolejna mieszkanka DPS-u przypomniała przebój „Chodź, pomaluj mój świat”, a Marian… nie chciał wyjść na scenę. Najwyraźniej organizatorzy już wcześniej poznali kapryśny charakter gwiazdy, gdyż Marian na scenie jednak się pojawił i odśpiewał „Pa pa pa i tak to się zaczęło” Haliny Kunickiej. Później był chór i „Gdzie strumyk płynie z wolna” oraz „Szła dzieweczka do laseczka”, a jeszcze później zabrzmiał na wskroś współczesny rap. Trzej chłopcy z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Wojnowie, Damian, Piotrek i Robert, dali całkiem dobry koncert. Dobry bo rap, i dobry bo szczery. W chłopakach był ból, bunt i nadzieja, i nie dało się nie zauważyć, że to było prawdziwe, a na pewno, że tego w nich nie było. Kolejno, z przedstawieniem kabaretowym zaprezentowały się wolontariuszki z Młodziezowego Ośrodka Wychowawczego w Czuchowie-Pieńkach. Gdy zeszły ze sceny, wrócili na nią chłopaki z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego z Wojnowa (w tym czasie zaczął się rozchodzić zapach grillowanej kiełbasy) i dali pokaz tajskiego boksu MuayThai. Po pokazie chłopców na scenę wbiegły ponownie dziewczyny z MOW w Czuchowie-Pieńkach i zatańczyły. Kiedy w głośnikach zabrzmiało: „ta szalona dziewczyna…” zaczęła się dyskoteka.

Na pikniku, zwróciły moją uwagę i wywarły na mnie ogromne, bardzo, ale to bardzo pozytywne wrażenie trzy rzeczy: klimat, organizacja i młodzież. Klimat: obezwładniający spokój, serdeczność, zero stresu, zero napięcia, zero pośpiechu. Organizacja perfekt: dopatrzenie i zadbanie w najdrobniejszych szczegółach. No i młodzież. Ta zła, niedobra, rozpuszczona, i w ogóle to teraz się młodym ludziom w głowach przewraca. Nastoletni ludzie, dziewczyny – z MOW w Czuchowie-Pieńkach i chłopaki z MOW w Wojnowie – też wolontariusze oraz harcerze z XIV Druzyny Wędrowniczej „Ambulo”, nie bojący się starości i niedołężności, chętni, pomysłowi, otwarci, obowiązkowi, a przy tym wszystkim uśmiechnięci, nawet pomimo zmęczenia.

Jak zaproszą mnie do Kukawek za rok, to polecę tam na skrzydłach. Jak nie zaproszą, to też polecę.

Iwona Zajfryd